niedziela, 23 sierpnia 2015

19) Coś nie wyszło...

Widziałam go jak wychodził z Wielkiej Sali.
- Jason! - chwyciłam go za ramię. - Jason, jestem pewna. Wybaczam.
- O czym ty w ogóle mówisz?! - wrzasnął.
- Jak to o czym, o nas!
- Jesteś ty, jestem ja, ale jakoś nie widzę żadnych nas - powiedział ironicznie.
- Jay... - zaczęłam płaczliwie. - ja cię kocham...
- Żartujesz?! Po tym co mi wczoraj powiedziałaś?! - o czym on, cholera, mówi?
- Ja z tobą o tym nie rozmawiałam.
- Nie śmieszne. A teraz przepraszam, ale nie chcę cię widzieć.
Rozpłakałam się na dobre.
***
Stałam na środku korytarza. Bez ruchu. Czułam się jakby koś wylał na mnie kubeł zimnej wody. Podobno najbardziej pragniemy rzeczy, których mieć nie możemy. Tylko czemu wszystko musi mi się zawsze nie udawać?
***
- Hej, Bell! - Eva się uśmiecha.
Nie odpowiadam.
- Co się stało, Bella? - twarz Andromedy przybiera zmartwiony wyraz.
Dalej milczę.
- Ej, Bella! Słyszysz? - Ann nie daje za wygraną.
Chyba przestaje czuć. Po prostu leżę i nic nie czuję.
- Idźcie po Cyzię! Bella, Bella! - czuje dłoń Andromedy na policzku.
Po chwili dochodzą nowe głosy.
- O co chodzi?- to chyba Cyzia.
- Nagle zrobiła się blada i zaczęła się trząść! - pewnie Andrmoeda.
- Boże, Bella! - Cyzia?
Słychać szloch.
- Co się dzieje? - mężczyzna.
- Ona..... Bella. - Eva?
- Nagle ....... i wtedy...........
Cisza. Głucha cisza. Wypełniła moje uszy, mózg czaszkę. Tylko cisza.
***
Do pomieszczenia wpadł Dumbledore.
- Co się dzieję? - zapytał.
- Ona... Bella... - wykrztusiła Eva.
- Nagle wpadła do pokoju. Rzuciła się na łóżko. Zrobiła się blada. Łzy zaczęły płynąć po jej policzkach. Potem zaczęła się trząść. I zemdlała. Chyba. Na pewno zemdlała - wyjaśniła Ann, której ręce lekko się trzęsły.
- Obawiam się, że to może być atak paniki. Są one spowodowane ciężkimi wydarzeniami w życiu człowieka. Napływem emocji. Smutku, gniewu. Rozumiecie? Panno Black? - ja i Cyzia odwróciłyśmy się jednocześnie. Po policzkach mojej siostry spływały łzy, pomieszane z cienką warstwą pudru. Oczy miała zamglone. - Najstarsza panno Black. Czy ona miewała już kiedyś takie ataki? - zapytał Dumbledore.
- Chyba nie. Nie przypominam sobie - odpowiedziała Cyzia, lekko krztusząc się łzami niepokoju.
- W każdym bądź razie trzeba zabrać ją do Skrzydła Szpitalnego.
***
Widziałem ją leżącą na prostym, białym łóżku. Była w zasięgu mojego wzroku. Drobna, blada istota, której twarzyczka była obsypana ciemnymi, kręconymi włosami. Jej powieki były zamknięte, a rzęsy dotykały policzków. Jej pełne usta wydawały się czerwone. Wyglądała naprawdę pięknie. Sala była pusta. Podszedł do jej łóżka i usiadł delikatnie na krześle. To przez ze mnie tu trafiła. A tak naprawdę przez to co powiedziała. Skoro to była jej wina, to czemu czułem się tak cholernie źle?
***
Nie pamiętała już kiedy widziała jej czarne oczy. Wielkie czarne oczy. Musiała zadowolić się patrzeniem na powieki. Bellatrix nie dawała znaku życia już od miesiąca. Doskonale pamiętała jak jej siostra leżała tu niedawno. Ta dziewczyna to ma pecha. Tęskniła za nią. Za jej śmiechem, za jej głupimi żartami. Wolałaby tu leżeć zamiast niej. Nie wiedzieć czemu, spędzała tu godziny wpatrując się w uśpioną twarzyczkę jej siostry. Boże, jak za nią tęskniła.
***
- Jason! Jason!
- O co chodzi, Ted? - pytam.
- O Bellę! Człowieku, ona leży tam już prawie dwa miesiące, a ty ani razu jej nie odwiedziłeś! -mówi oburzony Gryfon.
Gdyby znał prawdę, gdyby wiedział ile godzin spędziłem wpatrując się nią, wsłuchując się w ciszę.
- A ponad to, to twoja wina. Ona leży tam przez ciebie! - teraz to już przesadził.
- Ona leży tam przez siebie i wyłącznie przez siebie! Przez swoje wybory, przez swoją głupotę. Przez to jak traktuje ludzi. Nie ma w tym ani grama mojej winy, - zaczynam się wydzierać na cały korytarz.- to jej wina! Tylko jej wina! - krzyczę i wymierzam mu cios w brzuch.
Ted upada. Na korytarzu słychać piski. Uciekam na wieżę, tam gdzie powiedział mi, że mnie nie chcę.
***
Widzę ciemność. Słyszę ciszę. Umarłam? Oszalałam? Śpię? Nie wiem nic. Chce przestać istnieć. Moje ciało rozdziera ból. Każdy jego milimetr cierpi katusze. Aż w końcu piękny moment. Przestaję czuć ból. Nic nie pamiętam. Tylko smutek, zawiedzenie, cierpienie. I nagle i emocje ustają. Przestaje czuć. Przestaję istnieć, oddychać. Moje serce przestaje bić. Umieram.
____________________________
Rozdział jest krótki, ale jestem z niego zadowolona. Chciałam go dodać już trzy razy, ale ciągle coś zmieniałam. Dlatego jest z małym poślizgiem. Mam nadzieję, że wam się podobał i, że jest godnym powrotem.

Całuję,
Wasza Luna

niedziela, 16 sierpnia 2015

Decyzja podjęta!

Witajcie, moi drodzy!


Jak wiecie, jakiś czas temu, umieściłam tutaj posta. Komentarze pod nim były cudowne! Czytając je popłakałam się ze wzruszenia :') Wiecie co jest dzisiaj? Dziś mija 11 miesięcy od kąd założyłam bloga. Z powodów, wyżej wymienionych oraz wielu innych: 

Oficjalnie ogłaszam, że blog zostaje...
usunięty.














Ha, ha! Żart :D 


Blog zostaje odwieszony!!!

Rozdział pojawi się w następnym tygodniu.Reszta rozdziałów będzie pojawiać się ok. raz w miesiącu.

Całusy i do przeczytania <3

PS: Uwielbiam was :*